Napisałem książkę, jaką sam chciałbym przeczytać.
Arytmia jest książką o.
O tym, co robi pole z człowiekiem, zanim człowiek cokolwiek wybierze.
O tym, jak rola udaje miłość, jak regulacja udaje bliskość, jak funkcja udaje osobę.
O tym, jak ciało pamięta, kiedy słowa nie pamiętają.
O tym, jak człowiek staje się stajennym, żeby zostać.
O tym, jak można przestać być regulatorem cudzych napięć i wrócić do osi.
O tym, że najgłębsze rzeczy nie dzieją się w decyzjach, tylko w tym, kto komu jest lustrem, kto komu jest ojcem, kto komu jest bramą.
I jeszcze mocniej w takim porządku: to jest książka o mapie człowieka, a nie o mapie życia.
Nie poradnik, nie system, nie wykład. Raczej zapis mechaniki: jak człowiek traci siebie i jak wraca.
„To nie jest książka dla kogoś. To jest książka o tym, co z człowiekiem robi miłość, lęk i pole — zanim zdąży nazwać siebie.”